everActive FaceBook everActive Instagram everActive YouTube
everActive - akumulatory, ładowarki, baterie, power banki, latarki

Wywiad z uczestnikami wyprawy Wielki Szlak Himalajski 2015

Można o nich śmiało powiedzieć: ludzie sukcesu. Są sukcesy małe i duże, ale ten można zaliczyć do naprawdę wielkich. Wielki Szlak Hiamalajski 2015 to kolejna przygoda naszych podróżników - Bartosza Malinowskiego i Joanny Lipowczan, z którymi porozmawialiśmy o tej nietuzinkowej podróży.

everActive był oficjalnym sponsorem tej wyprawy.

uczestnicy wyprawy

everActive.pl: Wyprawa, wyprawa i po wyprawie. Zmęczeni, czy przeszlibyście jeszcze kolejne 1700 kilometrów?

Bartosz: Po 120 dniach wyprawy byliśmy całkowicie wyczerpani  fizycznie i psychicznie. Nie mieliśmy nawet siły cieszyć się i świętować zakończenia tego przejścia. Byliśmy totalnie zmęczeni, choć myślę że gdybyśmy dysponowali większym budżetem to po kilku dniach odpoczynku mógłbym przejść kolejne 1700 km podążając przez Himalaje Indyjskie. Nasze przejście ograniczało się wyłącznie do Himalajów Nepalu m.in. ze względu na ograniczony budżet nie mieliśmy środków, aby kontynuować wyprawę przez kolejne himalajskie kraje.

Joanna: Trudno powiedzieć – tuż po zakończeniu odcinka nepalskiego ja bym raczej nie przeszła kolejnych 1700 km. Psychika była zaprogramowana tylko na te 1700 km, co najmocniej dało się odczuć podczas ostatnich 10 dni wędrówki. Z jednej strony świadomość tego, że zbliżamy się do końca działała raczej rozleniwiająco niż motywująco i pod koniec właściwie zmuszaliśmy się do marszu a z drugiej strony pędziliśmy, żeby jak najprędzej znaleźć się na mecie wyprawy. Ale teraz, po kilku miesiącach od zakończenia wyprawy głód wędrowania pojawia się na nowo.

everActive.pl: Jak oceniacie swoją eskapadę? Zakończyła się pełnym sukcesem, czy nie wszystko się udało?

Bartosz: Tak, chyba możemy w przypadku tej wyprawy mówić o sukcesie. Choć z naszego punktu widzenia nie był to wyczyn ani sportowy, ani jakiś wybitnie ekstremalny górski wyczyn. Warto jednak podkreślić że przed nami żaden z Polaków ani nawet Europejczyk nie podjął się  wyzwania przejścia szlaku bez wsparcia.

Joanna: Zgadzam się z Bartkiem. Nie nadawałabym tej wyprawie jakiegoś niesamowitego znaczenia poza tym, czym była. A była po prostu dość trudnym i wymagającym, ale jednak trekkingiem. Z mojego punktu widzenia mieliśmy wiele szczęścia – nie dopadły nas kontuzje, choroby, infekcje, pogoda nam sprzyjała, więc pod tym kątem można mówić o sukcesie. Zabrakło więcej interakcji z mieszkańcami Himalajów, ale na to nie zawsze był czas i możliwości, głównie przez barierę językową.

everActive.pl: Mieliście czasem takie momenty, że mówiliście do siebie "Nie damy rady, wracamy do wygodnego domu"? Zdradźcie nam Wasz sposób na motywację, jak osiągnęliście tak ambitny cel.

Bartosz: Tak! Oczywiście! Ja kilkakrotnie mówiłem, że nie mam już siły i że bardzo poważnie trzeba przemyśleć kwestię przerwania wyprawy. Wiele razy miałem serdecznie dość tych gór i chciałem wracać. Zdecydowanie głównym motorem była Asia, która cały czas motywowała mnie do dalszej wędrówki. Gdyby nie ona poddałbym się po 3 tygodniach.

Joanna: Moim zdaniem kluczowe jest zaufanie i wzajemne wspieranie się. Zdarzały się nam mniejsze i większe spięcia, które w połączeniu ze zmęczeniem, głodem i stresem tworzyły niebezpieczną mieszankę, ale konflikty nie mogą trwać długo jeśli ma się do przejścia taki dystans. Myślę, że w naszym przypadku różnica charakterów działa na naszą korzyść – ja jestem spokojniejsza i łagodzę ostrzejsze sytuacje, nie poddaję się też tak łatwo emocjom. Natomiast zdecydowany charakter Bartka przydaje się w sytuacjach, gdzie trzeba działać bardziej stanowczo i nie ma miejsca na rozważanie kilku wariantów czy opcji postępowania.


Nepalczycy

everActive.pl: Wasza wyprawa trwała od sierpnia 2015 do stycznia 2016 roku. Jak przeżyliście święta Bożego Narodzenia oraz Sylwestra? Czy mieszkańcy Nepalu byli zainteresowani kulturą i tradycjami polskimi?

Bartosz: Wigilię, Święta, Sylwestra i Nowy Rok spędziliśmy jak każdy dzień czyli w drodze. To były ostatnie dni wyprawy zatem gnaliśmy do przodu ile sił w nogach po 12-14 godzin dziennie. Co do mieszkańców Dalekiego Zachodu Nepalu, przez który przechodziliśmy w tym okresie, to nikt nie słyszał o naszych świętach, co więcej nikt nie słyszał o świętowaniu Sylwestra lub witaniu Nowego Roku.

Joanna: Jedynym polskim akcentem podczas Świąt było objadanie się do granic możliwości. Akurat byliśmy w większej, dobrze zaopatrzonej wiosce, więc popołudnie i wieczór spędziliśmy ładując w siebie jedzenie. Sylwestrowe szaleństwo zakończyło się o godz. 20:20, gdy skończył się prąd w wiosce, ale i tak byliśmy potwornie zmęczeni po prawie 10 godzinach marszu, więc na szaleństwa siły (no i możliwości) nie było.

everActive.pl: W jaki sposób sprzęt everActive pomógł Wam w Waszych zmaganiach? W których momentach okazał się być nieodzowny? Czy nasze produkty przetrwały całą, niezwykle wymagającą wyprawę?

Bartosz: Sprzęt EverActive były niezbędny i niezastąpiony. Trzeba podkreślić, że podczas 120 dni przeprawy przez Himalaje mieliśmy raptem 5 czy 6 razy dostęp do prądu. Przez te 4 miesiące cała nasza elektronika funkcjonowała dzięki akumulatorkom i ładowarce EverActive oraz oczywiście słońcu, które poprzez panel solarny ładowało akumulatorki. Cały sprzęt przeszedł bardzo długi i trudny test, który zdał na szóstkę!

everActive.pl: Który z produktów przypadł Wam najbardziej do gustu i okazał się najbardziej przydatny?

Bartosz:
To jest zamknięty łańcuch i każde ogniwo jest niezbędne i nie działa bez innego,
Można na to spojrzeć na to tak:
Słońce –> panel solarny –> kabelki –> ładowarka –> akumulatorki –> latarka, aparat fotograficzny.
Proste! A odpowiadając na pytanie  to hmm...zdecydowanie najbardziej przydatne było słońce :-)

everActive.pl:
Jakie są Wasze wrażenia po powrocie? Tłum ludzi, mediów po powrocie do Polski? Udzieliliście sporo wywiadów w radiu, jeździcie na festiwale. Wyprawa przy tym to mała rzecz w porównaniu do wystąpień przed ludźmi i związaną z tym tremą?

Bartosz: Powroty z każdej długiej wyprawy są trudne i bolesne. Trzeba od nowa zaaklimatyzować się w naszej cywilizacji, rzeczywistości i kulturze. I nie jest to łatwe. Faktycznie zaraz po powrocie do Polski wpadliśmy w   wir medialny – było sporo szumu wokół nas. Dziesiątki wywiadów, wystąpień na festiwalach czy w domach kultury, pisanie tekstów, tworzenie książki, a jednocześnie normalna praca. Trudno to wszystko pogodzić. W czasie wyprawy jest się zamkniętym w swoich myślach, nie docierają do twojej głowy żadne informacje, reklamy, polityka itp.; nie otaczają cię tłumy ludzi – dlatego też Himalaje, czy w ogóle góry dają tę jedyną w swoim rodzaju wolność, która tutaj w mieście jest już mocno ograniczona.

Joanna: Nie wiem, czy tak na wprost można porównać wyprawę i wystąpienia publiczne. Ja zdecydowanie lepiej czuję się w trudnych warunkach przyrodniczych niż przed publicznością, gdyż nie przepadam za wystąpieniami publicznymi i byciem w centrum uwagi. Poza tym nie jestem przekonana, czy rzeczywiście mam do powiedzenia coś ciekawego. Relacja z naszego przejścia to głównie historia zmagania się z różnymi trudnościami czy zachwyty górami i ludźmi. Jest to więc historia osobista i subiektywna. Udział w festiwalach ze względu na pracę ograniczam do minimum, więc to głównie Bartek udziela się publicznie.

everActive.pl: Plany na następne wyprawy? Czy wybralibyście jeszcze raz i polecili innym sprzęt firmy everActive?

Bartosz: Planów mamy sporo. Planujemy już kolejne etapy Wielkiego Szlaku Himalajskiego w Indiach, Butanie i Pakistanie. Tradycyjnie szukamy funduszy i sponsorów, bo np. sama wyprawa do Butanu to wydatek około 35 tys. zł na osobę! Jestem pewien że sprzęt EverActive będzie nam towarzyszył na każdej kolejnej wyprawie, nie tylko w Himalaje ale też np.: w Beskidy które są naszymi ukochanymi górami. Sprzęt oczywiście polecamy!!!

Joanna: W tym roku wybieramy się na północ Szwecji, na tamtejszy szlak długodystansowy, tzw. Szlak Królewski liczący ok. 450 km. Po pierwsze dlatego, że po Himalajach szukaliśmy mniej wymagającego szlaku, po drugie dlatego że to mało popularna i uczęszczana trasa a po trzecie bardzo nas interesuje, jak wygląda szlak łączący dziką przyrodę i ekologię  ze szwedzkim pragmatyzmem jeśli chodzi o organizację infrastruktury na szlaku. Sprzęt EverActive na pewno zabierzemy ze sobą, gdyż to kolejna wędrówka bez dostępu do prądu.

everActive.pl: Dziękujemy za rozmowę.

Podziekowania



Właścicielem serwisu jest Importer, dystrybutor, właściciel marki everActive - Baltrade Rok założenia 1990
Ta witryna korzysta z plików cookie. W ustawieniach swojej przeglądarki internetowej możesz w każdym momencie wyłączyć ten mechanizm. W celu uzyskania dodatkowych informacji na ten temat zobacz informacje o cookies.
OK, zamykam